Dawno mnie nie było.. Czyżbym się powtarzała??
Achhh, poprawię się!!! :)
W końcu czas 'na szpilkach' minął.
Chrzciny, chrzciny i po chrzcinach.
Bałam się strasznie tego czasu.. Ponieważ niektórzy członkowie naszych rodzin spotykali się po raz pierwszy.
Sama uroczystość odbywała się w parafii M. w trakcie mszy.
Do restauracji, aby mogli z nami świętować, zaprosiliśmy tylko i wyłącznie najbliższych.
Dziadków Melanii, chrzestnych z osobami towarzyszącymi oraz prababcie Melki. W sumie 12 osób.
Dużo nie dużo, ale pieniądze trzeba brać ;).
Wystrój restauracji bardzo mi odpowiadał, szkoda tylko, że obok odbywała się uczta weselna.
Nie wesele, bo restauracja malutka, nie na wielkie weselicha. Po prostu obiad, jakieś winko, taka posiadówa.
Na nasze menu składało się:
- krem z brokuł z migdłamiał (osobiście mi nie smakował)
- ziemniaki, pyzy
- 5 rodzai mięsa (kaczka, jakieś koperty z sezamem, a w nich karczoch oraz feta, rolady z pieczarkami bądź z serem oraz jakieś takie coś dziwnego :P)
- do tego soki, surówki
- na kawę składała się kawa bądź herbata, kto chciał wino i lody na ciepło z wiśniami (pychotka!!!)
- no i tort ;-)
Melania w kościele była spokojna, nic, a nic nie płakała.
A w restauracji, po zdjęciach, zapadła w drzemkę.
AAAAAAAAAAAAAAAA.
i zapomniałabym o najważniejszym!
Wszem i wobec ogłaszam, że moja córka doszczętnie sprzedała się ojcu.
Matka zamiast sukienki zobaczyła figę z makiem :-(
Przy zmianie pieluszki Melania chwyciła M. za rękę, później za palec i włożyła sobie go do buzi pokazując tacie piękną dolną jedyneczkę. ZDRAJCZYNI :-D
Wybaczcie, że zdjęcia nie po kolei, ale.. za późna godzina na zmienianie. Czas do łóżka!
Śliczniutka jest;)
OdpowiedzUsuńStokrotko, a mogłabym prosić o adres Twojego bloga?
OdpowiedzUsuń