Pierwszy test zrobiłam dokładnie w dzień wypłaty, 10stycznia :D. Gdy okazało się, że kreska jest konkretna, wyraźna poleciałam do M. Płakać nie płakałam, ale w szoku dość sporym byłam.
Następnego dnia zrobiłam dwa następne testy i już nie było wątpliwości. Krechy różowe jak poprzedniego dnia.
Szybkie szukanie lekarza, co by potwierdził. Wizyta jeszcze w tym samym tygodniu w piątek.
Lekarz potwierdził tylko wiarygodność testu, zrobił USG.
Tym razem to już w ogóle nie było wątpliwości.
Ciąża do 20tygodnia przebiegała prawidłowo. Później zaczęło się twardnienie brzucha, skurcze. Luteina, fenoterol, metocart. Cały czas męczyła mnie przeokrutna zgaga!
W 36t wszystkie leki zostały odstawione. W 37t pojawiła się kolka nerkowa.
Trafiłam do szpitala. Tam przez trzy dni pełno kroplówek, zanikające tętno. Zgoda na wywoływanie porodu.
Mimo wszystko zostałam wypisana do domu. Z nospą.
Tego samego dnia, kilka godzin po wypisie, nawrót kolki. Kierunek szpital, tym razem inny.
Tam rozwarcie na 4palce, nieodczuwalne skurcze.
Położyli mnie na obserwacyjny. Ponownie wyszły skurcze, dochodziły do 120. Jak tak rodzić to ja mogę nawet drużynę piłkarską :D.
Witamy porodówkę!!! :-)
Rozwarcie postępujące, skurcze utrzymujące się. Pęcherz w całości. Bólu jakiegokolwiek brak.
Cała noc pod KTG.
Podanie oxytocyny. Po 5minutach zanikające tętno Dziecia. Odłączenie.
Co chwile badanie przez jakiegoś ginekologa.
Po którymś badaniu pognałam do toalety. Zauważyłam zaczerwieniony śluz na udzie. Ale co tam, to pewnie po badaniu ;-). Jak się okazało to pękł pęcherz, ale jakoś tak niefortunnie, że wody nie miały w zamiarze się sączyć nawet.
Kolejne badanie, kolejne USG. Po godzinie miało być znowu badanie, aleee.. zdecydowano się na przebicie pęcherza.
No i wtedy się zaczęło. Skurcze o sile 50 już dawały się we znaki.
Przy partych Dziecię traciło tętno, 'a więc dla dobra dziecka prosimy panią na boczek i wstrzymujemy party'. Cóż. Mus to mus.
Cały poród trwał 12,5h. Parte niecałą godzinę.
Mała dostała 10pkt. Miała 3060g, 54cm. Urodziła się 23sierpnia o godzinie 16:56 Pulpuś przeukochany!
W drugiej dobie dopadł mnie jednodniowy baby blues.
Wbrew pozorom poród wspominam baaardzooo dobrze. Jak weszło, tak wyszło :-).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz